Wyprawa Krzysztofa nad " La Maxe"
Dodane przez Piotrek dnia 10 kwiecień 2011 15:44
Pijąc popołudniową kawę, otrzymałem telefon od mojego kolegi Karola z propozycją wyjazdu wędkarskiego do Francji. Tym razem miała to być Lotaryngia, kanał La Maxe, który jest bezpośrednio połączony z rzeką Mosella. Kanał zasilany jest ciepłą wodą ze zrzutu elektrowni stojącej nad jego brzegiem. Łowisko położone jest na cyplu szerokości 20 metrów i długości 1 kilometra.

Na podjęcie decyzji miałem kilka dni, choć oczywiście trzeba było wykorzystać nadarzającą się okazję. Po spotkaniu z Karolem na konińskich kanałach i omówieniu spraw organizacyjnych, ustaliliśmy datę wyjazdu. Czytaj więcej....

Rozszerzona zawartość newsa

I tak zgodnie z planem, 20 marca 2011 wyruszyliśmy w drogę. Po dziesięciu godzinach dotarliśmy do kolegi Darka w Niemczech, z którym udaliśmy się w dalszą podróż do Francji. Po kolejnych dwóch godzinach byliśmy na miejscu. Po załatwieniu formalności związanych z pozwoleniami na wędkowanie, wybraliśmy miejsce na zasiadkę. Teraz trzeba było przygotować obozowisko i sprzęt, czyli jak mówi Karol wykonać ciężką, dobrą robotę. W trakcie rozbijania biwaku dotarł do nas brat Darka Krzysiek i załoga była w komplecie.

Około godziny 18 mieliśmy zestawy w wodzie oraz całe zaplecze gotowe. Przyszedł czas na odpoczynek, no i oczywiście integrację u kolegów w namiocie, którzy wędkowali niecałe 100 metrów od nas. Po dobrej godzinie słyszę głos Czechów, którzy siedzieli za nami, że na sumówce dzwoni dzwoneczek i bardzo się trzęsie wędzisko, więc pobiegłem sprawdzić co się dzieje. Dobiegłem do wpół wygiętej 300 gramowej wędki, z której szybko wysnuwała się plecionka z multiplikatora. Już wiedziałem że mam coś dużego na kiju. Po dwudziestominutowej walce i przy pomocy Darka sum znalazł się na brzegu. Ze względu na rozmiar ryby, musieliśmy pożyczyć wagę od Czechów, która wskazała 43 kg przy długości 187 cm. Łapiąc już parę ładnych lat ryby, nie przypuszczałem że w tak krótkim czasie można wyciągnąć swój życiowy rekord tego gatunku. Po wykonaniu pamiątkowych zdjęć i odebraniu gratulacji, ryba wróciła do wody i w bardzo dobrej kondycji odpłynęła.







Pozostała część nocy minęła bez brań i aż do rana przespaliśmy spokojnie.

We wtorek około południa Darek wyciągnął kolejnego suma o wadze 17 kg. Podbudowani poprzednimi zdobyczami oraz wyciągnięciu 15 kilogramowego karpia przez Czechów, wywieźliśmy kolejny raz zestawy.









Każdy z nas miał po jednym zestawie na suma, pozostałe na karpia. Po upływie doby i wyciągnięciu kolejnego 10 kilogramowego suma przez Darka, już wiedzieliśmy że z wyprawy karpiowej zrobiła się wyprawa sumowa.











W środę około godziny 17 honor wyprawy uratował Karol, wyciągając pięknego pełnołuskiego karpia o wadze 12 kg. Po zrobieniu fotek i opatrzeniu rany po haku, karp wrócił do wody.











Następny dzień przyniósł u mnie kolejnego 10 kilowego suma oraz 4 kilowego karpia u Krzyśka.

W piątek kolejnego suma wyciągnął Darek i na tym zakończyły się nasze bliskie spotkania z rybami.

W sobotę o godzinie 20 pożegnaliśmy się z kolegami oraz pięknym łowiskiem i wyruszyliśmy w powrotną drogę do Polski, mając jednocześnie nadzieję, ze jeszcze kiedyś tam wrócimy.

Z karpiowym pozdrowieniem

Krzysztof